Uśmiechnęła się do własnych wspomnień, otwierając drzwi

bursztynowe oczy. Nie podobało jej się to.
– Ekshumacji? Boże drogi, coraz lepiej – jęknął Hayes. ale nie protestował więcej, dopił
jest lokalnym bohaterem. Ale był czas, kiedy tyle brakowało – podniósł dłoń i złączył kciuk i
chodziło już tylko o zasady opieki nad córką.
– Bardzo mądra z ciebie kobieta.
tego, co się tu dzieje, tylu morderstw, nie chcę, żebyś była sama.
– Jeśli trzeba, pojedzie – zapewniła Rebecca.
usiłował nie skrzywić się, siadając naprzeciwko młodszego kolegi.
charakterystyczny element LAX.
drugiej wojnie światowej. Na szerokich trawnikach widniały ślady palącego słońca.
wypadek gdybym doszła do wniosku, że uganiasz się za cieniami albo duchami, albo... sama
Zabierze cię do Parker Center, tam mieści się wydział zabójstw.
koszmar. Mam tylko nadzieję, że już nie żyła, kiedy ten świr podpalał samochód.
napięciu, tak jakby wiedział, co za chwilę usłyszy. Mimo to ciągnęła dalej. - Dzieją się dziwne rzeczy. Nie dotyczy to rodziny, ale konkretnie mnie. - Gardło miała tak ściśnięte, że z trudem wypowiadała te straszne słowa. - Poza koszmarami widzę też pewne obrazy, coś w rodzaju déjà vu. Wiążą się one z ostatnimi wypadkami. Obrazy są porwane i nie składają się w sensowną całość. Pamiętam na przykład, że dotykałam samochodu siostry, tego, którym się rozbiła, albo że patrzyłam na lekarstwa stojące w po-koju matki. - Przełknęła z trudem ślinę i poczuła wewnętrzne drżenie. Oto za chwilę zanurzy się w mroku, otworzy drzwi prowadzące na schody ku zakazanej piwnicy, ryzykując, że zatrzasną się za nią, a potem usłyszy zgrzyt przekręcanego klucza i na zawsze zostanie uwięziona w przerażających ciemnościach. Zamknęła oczy. - Następnego dnia po tym, jak zginął Josh, obudziłam się i... zobaczyłam krew w sypialni. Cała sypialnia była zakrwawiona. - Trzęsąc się, podwinęła rękawy swetra. - Na łóżku, na firankach, na podłodze, w łazience... o Boże, wszędzie. Na ścianach, na dywanie, rozmazana na umywalce i kafelkach. Szklane drzwi kabiny prysznicowej były pęknięte... ale nie pamiętam, żebym je stłukła. Krew na firankach, o mój Boże... - Głos uwiązł jej w krtani. Otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą twarz Adama, nieruchomą, opanowaną. Tylko napięte kąciki ust świadczyły, że jest wstrząśnięty jej wyznaniem. Caitlyn, nie ma powodu się teraz zatrzymywać, powiedziała sobie. Brnęła dalej. - Miałam tej nocy krwawienie z nosa i odkryłam... to. - Wyciągnęła ręce, pokazała brzydkie strupy na nadgarstkach. - Nie pamiętam, żebym to zrobiła. Nie pamiętam też krwawienia z nosa. A nawet jeśli to zrobiłam... jeśli się okaleczyłam, nie sądzę, żebym mogła stracić aż tyle krwi. Cała sypialnia i łazienka! Boję się... Jezu, boję się, że w jakiś sposób jestem odpowiedzialna za śmierć mojego męża. Rozdział 22 Myślisz, że go zabiłaś? - spytał Adam. - O to właśnie chodzi. Nie wiem. Nie pamiętam. Ale policja mówi, że na miejscu zbrodni znaleziono krew mojej grupy. I jeszcze ta zakrwawiona sypialnia... Oszukiwałam się, że to moja krew, ale to przecież niemożliwe. - Wzięła głęboki wdech. Nie była już taka pewna, czy dobrze zrobiła, wyznając mu prawdę. - A co pamiętasz? - Jego głos był delikatny, nie oskarżał, nie osądzał. Opowiedziała tyle, ile pamiętała. Zaczęła od tego, jak czekając na Kelly w barze, wypiła trochę za dużo. Potem urwał jej się film, a rano obudziła się w zakrwawionej pościeli. - To było okropne. Straszne i odrażające. Nie mogłam na to patrzeć, więc zabrałam się do sprzątania. Uprałam bieliznę, pościel, umyłam ściany, umywalkę, dywan i wszystko, co było zabrudzone krwią. Musiałam się tego pozbyć. - Przeczesała włosy palcami, próbowała powstrzymać ból rodzący się u podstawy czaszki. - Myślę, że tracę nad sobą kontrolę. Chyba powinnam iść na policję, ale się boję. Detektyw Reed już traktuje mnie jak główną podejrzaną. - Myślisz, że byłabyś zdolna do morderstwa?
pieniędzy na zdrowie jest więcej. Niestety, nie na pacjentów

wyobrażała sobie, jak zabija go w afekcie, w przypływie emocji, a nie

– Wytrzymaj – powtarzała sobie, nie wiedząc, czy mówi do siebie, czy do dziecka.
Mówiła beztrosko i za to był jej wdzięczny. W ciągu minionych dni okazywała mu
domu, czekała na niego prawdziwa, żywa kobieta. To bez sensu. Bentz, zazwyczaj

Jennifer była niezrównoważona. Shana uważała tak już w czasach, gdy się przyjaźniły.

Tylko że te daty napisałam wspak. Widzisz? 13 grudnia 1992 roku to
111
dobrym człowiekiem. Była pewna, że pozostał stuprocentowo wierny
jak wybrać sukienki

Zamach, zamach, zamach.

- Nie ma sprawy - odparł Diaz.

daję dziesięć tysięcy dolarów za pomoc w odnalezieniu Diaza. Nie
smart solutions from UnitedFinances 500 dollar loan provided by trusted online lenders